Nie brzmi tragicznie. A jest tragicznie ciężka do zniesienia.
Zwłaszcza jeśli kocha się zbyt mocno.
Zycie daleko od domu, na emigracji nie jest lekkie.
Kiedy otacza cie świat obcych ludzi i zupełnie nowych norm.
Kiedy musisz, po prostu musisz wtopić się w życie nie swoje, pełne dziwnych zachowań.
Kiedy błąkasz się samotnymi uliczkami i z całych sil próbujesz
zabić samotne myśli.
Tak to podstawa- nie myśleć za dużo, nie wnikać, nie analizować i w żadnym wypadku nie zastanawiać się czy moje bycie tam ma sens.
Czasami los zmusza nas do bycia w niechcianym miejscu.
Niby nic się nie dzieje bez przyczyny.
Każda lekcja uczy.
Moja najtwardsza szkoła życia na emigracji.
Dostałam bardzo pouczającą lekcje,
uświadomiłam sobie wiele spraw.
Nikt kto ma blisko to i tych których kocha nie zrozumie.
By doświadczyć wartości czegoś ważnego,
trzeba to najpierw stracić.
Rozumiem więcej. Czuję więcej. Tęsknię bardziej.
Rodzice. Przyjaciel. Siostra.
Azyl. Pies. Polska. Ulubiony sernik Mamy.
Własne łóżko. Kawa nad ranem z Tatem.
Chwile bezcenne.
Żal do tych, którzy mają codziennie a nie doceniają.
Zazdrość, gdy ktoś nie odlicza czasu do spojrzenia w oczy Mamy.
Smutek, kiedy te chwile daleko.
Wszystko musi mieć sens. Któregoś dnia los zabawi się moim
życiem raz jeszcze.
Pogmatwa plany, zmieni uczucia i zerwie dane obietnice.
Pamiętam ten dzień,
kiedy nagle, bez zastanowienia wyjechałam. Spakowana szybko walizka, między ubraniami wciśnięte kilka zdjęć, by mieć bliskich obok.
Wyjazd w mroźny poranek. Po drodze dwa przystanki by zabrać znajomych. Pośpiech by za dnia przejechać przez Polskę. Ciemna noc, zatrzymujemy się przy samej granicy, tankujemy, każdy ostatni raz już- dzwoni z Polski do domu.
Koniec. Zamykamy drzwi by rozpocząć nowe życie.
Pamiętam Francję, kiedy zapytano nas w jakim celu jedziemy do UK, kolega bez wahania odpowiedział „Business and tavel”… Nikt z nas nie myślał raczej o tavel… Nikt.
Rankiem ciepła Anglia, kiedy Polska skrzypiała ogromnym mrozem. Śpiące ulice i ja- z szeroko otworzonymi oczami, bo wszystko nowe, inne, takie angielskie.
Kolejne dwa przystanki by wysadzić znajomych. Wtedy nie wiedziałam, że ostatni raz widzę tych ludzi, nie wiedziałam, że w Anglii tak ciężko o polskiego przyjaciela.
Początki, tak trudne,
Ja każdego dnia coraz bardziej zszokowana,
Jacy ludzie potrafią być podli,
Jakie Polki potrafią być puste
A pieniądze ważne.
Sama w czterech ścianach,
Bez ani jednej bratniej duszy,
Błąkałam się angielskim uliczkami,
By jakoś się poskładać
I w końcu zacząć to nowe, lepsze życie.
Dzisiaj 8 miesięcy później…
Ja
Już całkiem obyta angielskim życiem
Doświadczona pewnymi problemami
Nie dziwie się ludzkiej głupocie
Wsiąkłam w codzienność na wyspach.
Daleko od domu, tęsknota doskwiera jak nigdzie indziej.
Bo tutaj szczególnie brak czegoś, kogoś bliskiego.
Lodówka oklejona wspomnieniami,
Głowa wypełniona dobrymi myślami.
Oby do przodu, oby nie zwariować.
Pamiętam,
Jak kiedyś życie wydawało się takie proste,
kiedy miałam przy boku jedyną wielką miłość,
kiedy plan na przyszłość było tak łatwo wymyślić.
Kiedyś,
Pełnią szczęścia było żyć tam- spokojnie, gdzie czas jakby wolniej płynie.
Żyć tam, gdzie nic się nie dzieje. Nic.
Czasami los bywa okrutny.
Gmatwa ci plany, a marzenia sprawia nierealnymi do końca życia.
Kiedy czujesz, że masz wszystko,
Że już niczego nie potrzebujesz,
bo znalazłeś, bo kochasz i ociekasz szczęściem-
uważaj
byś którego dnia się nie obudził-
z niczym, sam.
A potem bądź mądry i znajdź siłę by zacząć wszystko od nowa,
By nie umrzeć, by uwierzyć że warto, choć nie wiesz jeszcze dlaczego…
Ciężko.
Jakbyś urodził się na nowo, przed tobą czysta kartka…
Dzisiaj
Ja- nie sama.
Buduję, ze strachem by jak kiedyś- nie runęło.
Pamiętam,
Ten mroźny poranek, kiedy nie wiedziałam co ze mną będzie, czy się odnajdę i czy się uda.
Pamiętam,
Moje łzy i gorzki żal,
Że przez Miłość, uciekać muszę.
Życie postawione na jedną kartę,
Bo kiedy nie masz nic do stracenia,
Nie zastanawiasz się nad niczym
Po prostu to robisz.
Dzisiaj,
Żyję- na nowo.
Z kimś przy mym boku.
Mam marzenia i małe plany.
Polski poranek 2000 km od Polski
od domu, rodziny
od wszystkiego co kocham.
ukochana kawa w ukochanym kubku
cieple promyki slonca zagladajace przez okna
spokojne mysli.
bez pospiechu i picia kawy po drodze do pracy
cichy dom
w glosnikach tylko moja muzyka
moj dzien.
Polska.
Nigdy nie bylam patriotka. Nigdy nie chcialam nia byc.
Jednak kiedy jestem tutaj, 2ooo km od domu- tesknie.
Tesknie bardzo mocno. Kiedy mysle o urlopie, ktory mam nadzieje, nadejdzie wkrotce,
czuje, ze gdy sie juz tam pojawie,
bede tak samo szczesliwa, jak Pawlak,
ktory zobaczyl polska mucke.
Czlowiek to taka glupia istota,
kiedy ma- nie docenia.
Kiedy straci- za pozno na cokolwiek.
Anglia...
Bezmyslnosc ludzi.
Puste dziewczyny.
Latwe Polki.
Ruina zniszczonych wartosci.
Zycie bez celu.
Bycie bez sensu.
Rodzice.
Najwiekszy Skarb.
Nie bedac codziennie obok,
otwieram oczy.
Za duzo razy wypowiedziane
"bo ty tylko obiecujesz"
"bo inne dzieci to maja"
i wiele innych.
Dzisiaj wiem,
to ja mialam wiecej.
W glowie wspomnienia
zrobiony przez Tata
szalas w sadzie
luk i strzaly
lozeczko dla ukochanej barbie
zamek w ulubionej kurtce
nawoskowane podeszwy by buty lepiej sie slizgaly...
Mama
i
sniadanie zawsze gotowe kiedy wstawalam
obiad na stole kiedy wracalam
i pytanie "co zjesz na kolacje".
Ubrania pachnace i perfekcyjnie zlozone.
Najlepsze ciasta.
Wieczna troska.
Jej zaklopotanie,
jak zapytac co sie stalo,
kiedy bylam zla.
Dzisiaj nie ma czasu na strzelanie z luku. Lalka lezy w pudelku na strychu.
A ja ciagle zapominam kupic plyn do plukania....
Praca.
Kolejna.
Znow nie taka o jakiej marzylam.
By nie stac sie zgorzkniala,
staram sie wykonywac ja, najlepiej jak potrafie.
Piatek wieczor,
zapominam o wszystkim. Zaczynam zyc jak chce.
Dzieki pracy mam na co czekac:)
Na wolne!
Milosc.
Potrafi zabic.
Potrafi uratowac.
Rok temu umarlam.
Umarlam naprawde, bo jesli dajesz komus cale serce,
a ten ktos odchodzi,
jak dalej zyc?
Jak?
Rok dochodzilam do siebie, tlumaczylam sobie
i staralam sie zrozumiec dlaczego.
Czuje sie wzmocniona i duza madrzejsza.
Przeszlosc minela i nie mam do niej jak wrocic.
Nawet gdybym chciala.
Poza tym moja przeszlosc ma dzisiaj swoje zycie,
tak idealne, jak marzylam.
Nie ma mnie tam.
Ja.
mam swoje zycie tutaj
mimo ze tak bardzo daleko
ukladam swoje dni ostroznie
usmiecham sie.
Nie sadzilam ze tak szybko
Ktos sie znajdzie obok mnie.
Ja
znow naiwnie
otwieram cale moje serce.
I kipie Radoscia
kolejny raz myslac
Na zawsze.
My.
Uczac sie siebie
zaczynamy kazdy dzien razem.
Wylaczasz dla mnie ogrzewanie na noc.
Bys sam zmarzl. Bo wiesz jak bardzo nie lubie ciepla.
Zabierasz mnie na pastwiska.
Gdzie godzinami gapie sie na owce, kiedy sam kochasz
zycie w wielkich miastach.
Idziesz ze mna usmiechniety ulica
Kiedy mam czerwone wlosy, zielone kolczyki i fioletowe spodnie.
Ufasz mi,
wiedzac, ze
jutro moge sie spakowac
by zaczac zycie gdzie indziej.
Wiem, ze spakujesz sie ze mna.
Nie umiem gotowac.
Nie potrafie zapanowac nad balaganem w szafie.
Nie mam nic.
A Ty twierdzisz, ze przy mnie masz wszystko.
Zycie.
Chlone kazdym oddechem.
Przedawkowane Szczescie.
Nie chce na odwyk.
Chciałabym przestać do Ciebie pisać i o Tobie zapomnieć.
Nie umiem.
Chciałabym cofnąć czas i zmienić bieg wydarzeń.
Nie umiem.
Chciałabym by moje serce nie biło szybciej, kiedy Cię zobaczy.
Nie umie.
Chcę mieć sny wolne od Ciebie.
Nie wiem jak.
Ciągniesz się za mną.
Jakbyś był do mnie przywiązany niewidzialną linią. Jakbyś był nierozerwalną częścią mnie. W żaden sposób nie umiem się Ciebie pozbyć.
Chciałabym obudzić się rano bez wspomnień o Tobie.
Zabawne jak Miłość potrafi szybko i łatwo opętać człowieka, a jak trudno jest się wyrwać z jej bezlitosnych macek.
Tyle czasu minęło.
Czy rzadziej bywasz w mojej głowie?
Dużo rzadziej, jednak dalej zdecydowanie zbyt często.
Czy boli mniej?
Na pewno. Jednak dalej boli.
Czy ja się zmieniłam?
Bardzo. Mimo to ciągle za Tobą tęsknię i ciągle mi Ciebie brak.
Szukam Ciebie w kimś innym.
Oszukuję siebie samą, że Cię znajdę w innym ciele.
Ale Ciebie nigdzie nie ma. Nie ma nawet kogoś podobnego do Ciebie.
Może to i lepiej?
Ciekawe co się stanie kiedy staniemy naprzeciwko siebie i spojrzymy sobie w oczy?
Chcę wtedy tylko jednego.
Niech cała przeszłość i przyszłość zniknie.
Niech znikną wszyscy ludzie, wszystkie błędy i cały ból.
Niech zniknie świat.
Tylko ja i ty.
Na wieczność.
Jak mi dawno temu obiecałeś…
Całą sobą chcę do Ciebie
I całą sobą nie mogłabym Ciebie dotknąć
Nie potrafię darzyć Cię szacunkiem.
Chociaż jesteś w całym moim Sercu,
Wyjdź, proszę.
I już nie wracaj.
Nigdy.
Pakuję myśli by móc wyruszyć dalej. Wyrzucam niepotrzebne, segreguje inne na mniej lub bardziej ważne.
Wydobywam stare, całkiem zapomniane, zdmuchuję z nich kurz.
Porównuję myśli dzisiejsze z tymi z pierwszych dni istnienia Pokojowo.
Widzę jak blog dorasta razem ze mną.
Choć już dawno powinien być mądrzejszy. Jednak doświadczenia i błędy uczą naprawdę.
Bałagan w mojej głowie. Nie wiem, czy potrafię to sama ułożyć. Ale pomocy nie chcę.
Chaotyczna jestem. Zbyt zmienna. Niestabilna.
"Boję się stabilności"- myślę sobie. Po straceniu jej, nie jest łatwo stanąć znów na nogi.
Lepiej nie ryzykować. Wiem, tchórzem jestem, jeśli o to chodzi.
Sparzyłam się. Bardzo dotkliwie. Chciałam spróbować znów, bo każdy mówił "Spróbuj, nie możesz się zamykać".
Spróbowałam. Znów zabolało. Dziękuję. Życiowe rady są głupie.
Zamykam się. Proszę wyjść. Tak wygodniej i bezpieczniej.
Wiem już, że chęć kolejnego wyjazdu, to podświadome (a może całkowicie świadome?) szukanie mojego miejsca.
Tak, wiem, że mam swoje miejsce. Ale drzwi by tam wejść są zamknięta.
Pięknie tam. Podglądam przez dziurkę od klucza. Kochałam i strzegłam tego azylu bardziej niż Odys walczył o swoją Itakę.
Nie mogę tam wrócić, choć myślami często tam błądzę.
Dlatego chcę i muszę szukać dalej.
Mija piąty miesiąc jak jestem tutaj, tuż przy morzu. Myślałam, że się odnajdę. Że zostanę.
Znów budzi się niepokój. Tęsknota za czymś nowym, lepszym.
Staję się stanowczo za bardzo refleksyjna. Stanowczo zbyt często spędzam wieczory nad morzem,
z muzyką na uszach i błądzącymi myślami nie wiadomo gdzie.
Na pewno za często chcę być sama, za często drażnią mnie ludzie, zwłaszcza ci głupi, których tutaj dostatek.
Dzwoni telefon, nie mam ochoty odebrać i powiedzieć "słucham". Tym bardziej nie mam ochoty się później tłumaczyć, dlaczego tego nie zrobiłam.
Życie wśród ludzi zmusza do robienia tylu rzeczy, na które czasami nie mam całkowicie ochoty.
Czy to nie jest ograniczanie mnie i mojej wolności?
Wiem, żyję w cywilizowanym świecie...
Więc chcę do Afryki, do dzikiego plemienia, gdzie nie muszę mówić rano "dzień dobry" i zastanawiać się czy torebka pasuje do butów.
Ludzie są tacy małostkowi.
A ja mam ochotę założyć dwie różne skarpetki, bo nie mogę znaleźć dwóch do pary...
Czuję, że to co chciałam, zdobyłam tutaj. Nawet więcej niż się spodziewałam. Kolejne marzenia spełnione.
Nic tu po mnie.
Myślę, że potrzebuję kupić drugą walizkę, nie zmieszczę moich rzeczy do tej, z którą tu przyjechałam.
Moje noce.
Ciche, zimne, długie. Lubię wrócić do przeszłości, poczuć smutek i tęsknotę w sercu.
Lubię popijać herbatę z malinami i nucić "Zabiorę cię właśnie tam...", grające w tle.
Bo słowa te mają dla mnie takie wielkie znaczenie bez znaczenia...
Lubię w te nieprzesapne noce pisać listy szczere do bólu. Listy, które nigdy nie trafią do adresata.
Bo i po co?
Są w życiu sprawy, których lepiej nie zmieniać, choćby nie wiem jak bardzo się chciało.
Czasami jestem myślami z nim, przy nim, w nim.
Są chwile kiedy nie potrafię pokonać wciąż nawracającego uczucia kochania.
A wtedy serce kona z żalu, że niemożliwe jest, choćby spojrzenie w te zakłamane oczy.
Co jakiś czas emocje chcą zabić logikę.
Szepczą "powiedz, że wciąż kochasz", pytam "I co wtedy?"
- Uciekniecie stąd.
I pojawia się głupia nadzieja na beznadziejną przyszłość. Na przyszłość, o której zawsze marzyłam.
W zastraszającym tempie napływają wtedy myśli. Myśli, które chcą mnie przekonać, że
to co próbuję od dawna zwalczyć, nie umrze nigdy. Myśli, które mówią, że lepiej się poddać i
wyznać "kocham cię wciąż tak samo". Wbrew logice to.
Umysł ogarnia szaleństwo. A przed oczami pojawiają się cudowne wspomnienia, które spalają mnie jak słońce.
Robię wtedy rzeczy złe. Rzeczy, których później żałuję, które nie powinny mi nawet przychodzić do głowy.
Ale je robię, by serce zabiło szybciej, by poczuć to co kiedyś, by choć na chwilę wrócić do tamtych chwil.
Przyznać dzisiaj dumnie chciałam, że od 4 miesięcy wcale, wogóle, ani trochę... Jednak dziś ciekawość moja była silniejsza,
mimo że świat jego, nie jest nawet w kawałeczku mój. Zrobiłam to.
Nigdy więcej.
Mija noc. W głośnikach na zmianę, tylko wybrane cztery piosenki. Jak zwykle.
Wiem, że tylko ty zgadłbyś jakie.
Coraz później się robi jasno za oknem.
Coraz chłodniejsze noce.
Słońce wschodzi.
Czas wrócić do rzeczywistości. Wcale nie szarej.
Praca, szkoła językowa, imprezy, spacery ze wzrokiem wpatrzonym w morze, w zachodzące słońce.
Powroty do ciebie. W wyobraźni. Niechęć powrotu do zimnego łóżka.
Przypominanie sobie dlaczego nie warto, jak bolało i że nie jesteś już moim Słonkiem.
Bo ty to ktoś zupełnie inny. Choć tego wogóle nie rozumiem. Bo niemądra jestem. Naiwna.
Szukanie ciebie w kimś innym. W obcych oczach, tak ciemnych jak twoje.
Namiętności bez miłości. Nieswoje poranki. Dwa kubki kawy z mlekiem.
Ale przecież ty nie pijasz kawy. Coś tu nie gra.
Przecieram oczy, widzę.
Upadłe wartości i obietnice, że zawsze wszystko tylko z miłości.
Błądzenie w ramionach, które ciągle porównuję to twoich.
Myśl, że to coś więcej, że pokocham.
Nadzieja, że rano otwierając oczy, uśmiechnę się i pocałuję na dzień dobry.
Budzę się, kolejny raz obok.
Gorzkie rozczarowanie.
Wyjdź proszę.
Zamykam drzwi i wracam do pustego łóżka.
Noc. Ja, schowana pod kocem. Grzeję się kolejną herbatą z malinami.
Zastanawiam się nad sobą. Mam chęć na czekoladę. Jak to jaką? Tą co zawsze. Przecież ja się nie zmieniłam.
Chaotyczne myśli i setki pytań czy to jest moja droga?
Chęć ucieczki jeszcze dalej staje się powoli silniejsze od uczucia stabilizacji.
Chęć porzucenia kolejny raz wszystkiego, postawienia życia na jedną kartę staje się priorytetem.
Być może całkiem niepotrzebnie.
Jednak ja chcę znów się zachłysnąć wolnością, chcę poczuć niepewność kolejnego dnia, chcę znów nie mieć planu na następną godzinę.
Potrzebuję zmian, nowych ludzi, miejsc, przemyśleń.
Chcę uciekać ile sił w nogach. Chcę biec do przodu i zatrzymać się dopiero tam, gdzie poczuję, że "to jest to" albo tam, gdzie mi sił zabraknie.
Nie chcę stałego zameldowania, psa i codziennej kawy w tym samym kubku.
Boję się, że znów to stracę.
Młodość.
Czas dla mnie, nie dla stabilizacji.
Teraz ja.
Pewność siebie, doświadczenia, nauka na błędach, radość od nowa, czyste serce, wielkie poszukiwanie wielkich wartości.
Moja życiowa wędrówka.
Nie chcę i nie będę cumować w pierwszym lepszym porcie.
Czas znów rozwinąć żagle i wypłynąć na głębokie morze.
Pytanie, dokąd teraz?
Można sobie zaplanować całe życie, i nagle w jednym momencie zostać z niczym.
Planowanie jest złe. Bardzo złe.
Zabija Spontaniczność.
Jeszcze niedawno głupia zaplanowałam wszystko.
Wybrałam męża, tak to ten jedyny, myślałam. Ustaliłam datę ślubu. Wybrałam imiona dla dzieci. Wiedziałam gdzie pojedziemy na pierwszy urlop.
Postanowiłam,
Tylko z nim zawsze i wszędzie.
Ale życie płata figle.
Pewnego ranka otworzyłam oczy i usłyszałam, najbardziej bolesne w życiu słowa.
Wielki plan runął. W sekundzie.
Wiele lat bycia razem nagle okazało się niczym znaczącym.
Wielka Miłość okazała się nie być Miłością.
Niemożliwe myślałam.
Żałośnie to zabrzmi ale nie sądziłam, że dam radę wyjść z tej sytuacji zwycięsko.
Nie było łatwo. Nie raz myślałam, że nic już nie ma sensu. Nic.
Z dnia na dzień wyjechałam. Albo uciekłam? Prawie 1000km dalej.
Minęło prawie 100 dni jak jestem tutaj.
Ja i moja samotnia.
Nie umarłam. Nie przestałam żyć.
Dalej się śmieję. Spełniam Marzenia..
Jestem radosna i
Pojutrze jadę na pierwszy urlop do domu.
Spojrzę przeszłości w oczy.
I się uśmiechnę. Bo wszystko wyszło na dobre.
Wszystko się zmienia.
Czasami wydaje nam się, że życie rzuca nam kłody pod nogi, że los robi nam na złość
I że tam w Górze wszyscy o nas zapomnieli..
Z problemami trzeba się zmierzyć. Stawić im czoła.
T R Z E B A Ż Y Ć!!!
Żyję i jestem znów szczęśliwa.
Jak 3 miesiące temu czytałam komentarze Amarillo i Parostatka,
myślałam „Taaa jasne”.
Mieliście racje.
Nowe jest często lepsze. Nie ma czego się bać.
w życiu każdego blogowicza nahodzi taki moment kiedy wirtualna samotnia przestaje mieć sens nie jest już potrzebna albo nie sprawia przyjemności
może po prostu z biegiem czasu przybywa problemów
wówczas niestrudzony blogowicz nie nadąża za biegiem i natłokiem swoich myśli
są na pewno wśród nas przypadki kiedy to radości i szczęścia przybywa oraz pojawia się osoba z którą można to dzielić
blog idzie w zapomnienie
i dobrze
nastał kres Pokojowo
nie chcę dłużej porządkować chaosu by powstała jakaś marna całość
może zajrzę tutaj kiedyś
i napiszę
jestem w końcu szczęśliwa
i zapytam co u Ciebie Parostatku? jak się Maleństwo chowa?
ze strachem zajrzę do Amarillo
jednak po chwili się uspokoję bo przecież
to co prawidziwe trwa wiecznie
a może napiszę szybciej niż bym chciała by kolejny raz ukoić zatroskane serce
Wiem, że był to rok ciężki.
Rok pisania prac i ich bronienia.
Rok zwrotów, powrotów i zawrotów.
Rok uniesień i porażek.
Czas ważnych decyzji.
Czas pożegnań, w tym pożegnań na zawsze.
Czas prób dla prawdziwych Przyjaźni.
Przede wszystkim
Długi rok oczekiwania...
Oczekiwania na spełnienie moich marzeń.
Więc niech trwa jak najdłużej!
Wszystkim Wam życzę dziś wspaniałej zabawy.
Aby nadchodzący rok nie był gorszy od poprzedniego.
I aby każdy z nas był lepszy.
Można oczywiście rzucić wyzwanie losowi
I się z nim zmierzyć.
Można oczywiście długo walczyć o swoje
I wierzyć, że ta wiara góry przenosi.
Można być silnym i mądrym
Ale oczywiście z losem się nie wygra.
"Ktoś, kto rozpatruje ten temat po raz pierwszy, będzie się zastanawiał, jakim sposobem takie okrucieństwo może być dozwolone w dzisiejszych cywilizowanych czasach. Gdyby ludzie wykształceni zobaczyli na własne oczy to, co się dzieje za ich przyzwoleniem, bez wątpienia już dawno by tego zakazali." - Charles Darwin, Essay on Fur, 1878.